To bardzo ważne i wzniosłe, że od piątku nieprzerwanie analizujemy co było inspiracją dla twórców scenariusza otwarcia olimpiady w Paryżu. Podpisujemy petycje, podglądamy w albumach reprodukcje obrazów i domniemany co nieznany dotąd niejaki Thomas Jolly, dyrektor artystyczny ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, miał na myśli sadzając za stołem przebierańców wyśmiewających Ostatnią Wieczerzę.
Zaciskamy pieści wsłuchując się w wersy „Imagine” i wyszukujemy w archiwach wywiady, w których John Lennon zachłystuje się komunizmem.
W europejskiej bańce to najważniejsze sprawy do załatwienia.
Ale w tym samym czasie Libańczycy żebrzą o cud, by Izrael powstrzymał się przed bombardowaniem ich biednego kraju… Wołają do nieba - i do świata - ze wszystkich sił, także przez wstawiennictwo świętego Ojca Szarbela, by wojna nie przyszła.
Jednak, jakby w cieniu paryskich igrzysk, Izrael poszedł po swoje.
„Izraelskie lotnictwo zaatakowało w nocy cele na terenie Libanu. Naloty były odpowiedzią na ostrzał rakietowy, do którego doszło w sobotę wieczorem. W jego wyniku pociski trafiły w obiekt sportowy w miasteczku Madżdal Szams, położone na Wzgórzach Golan. 12 osób nie przeżyło. Hezbollah nie wziął odpowiedzialności za atak” - podają agencje.
Wierność Jezusowej nauce nie wyraża się w zbiorowym proteście przeciw zranionym uczuciom religijnym, ale w zrobieniu absolutnie wszystkiego, by ludzie nie zabijali innych ludzi.
Protest wyrażony podpisem jest ważny o tyle, o ile ma wpływ na to, że mniej ludzi płacze, mniej ludzi umiera z głodu i mniej naszych braci wyje z bólu nad zgliszczami swoich domów.
Będziemy sądzeni TYLKO z miłości.
Liban po izraelskim ataku, 24 lipca
Fot. KAWNAT HAJU/AFP
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz